— Bądźże tu mądry! — mruknie znów Podziomek i głową kręcić zaczął.
Kręci w prawo, kręci w lewo, myśli, ale nic wymyślić nie może.
Spojrzy w dolinę, a tam świat cały biały, wprost srebrny jakby.
— Oho! — zakrzyknie Podziomek — teraz się prawdy dowiem! Albo to śnieg, albo rosa! Jeśli śnieg, to jest zima, a jeśli rosa, to wiosna.
I pilnie patrzeć zaczął. Aliści, wytrzeszczywszy dobrze oczy, widzi, że to ani śnieg, ani rosa, tylko mgła.
— Bądźże tu mądry! — burknie tedy pod wąsem i znów się frasować241 i głową kręcić pocznie.
Kręci w prawo, kręci w lewo, myśli i nic wymyślić nie może.
Spojrzy w bór, a tam się coś w zaroślach świeci.
— Oho! — krzyknie Podziomek — teraz się prawdy dowiem! Albo to świetlik, albo ci też próchno242. Jak próchno, to zima, a jak świetlik, to wiosna.
I zaraz się porwał biec do tego światła.