Targać szponem, bić dziobem w czerepy.
Nie dla pańskiej uciechy i łaski,
Nie głaskany dłoniami płatnemi,
Wolny sokół wyleci w dnia blaski
Po swobodę, dla gniazda, dla ziemi.
Nie schowany w złocistej obroży,
Nie na berle noszony przez knieje,
Wolny sokół wyleci w świt zorzy
Po swą wiarę, po swoje nadzieje.
Już mu skrzydeł nie przytną, nie zwiążą,