Zaraz na ocean jadę,

I nie będę Stefkiem chyba,

Jak nie chwycę wieloryba! —

I tak przez dzień boży cały

Zuch nasz trąbi swe pochwały.

Aż raz usnął gdzieś na sianie...

Wtem się budzi niespodzianie,

Patrzy, a tu jakieś zwierzę

Do śniadania mu się bierze.

Jak nie zerwie się na nogi,