Przede wszystkim jedno tylko łóżko było w pokoju, do którego wprowadzono nas przez cały labirynt sieni, schodów i korytarzy; jakeśmy tedy zaczęły wzajem ustępować go sobie, skończyło się na tym, że łóżko stało próżne472, podczas gdy my drzemałyśmy w dwóch rogach nieludzko twardej sofki.

Następnie sąsiad nasz chodził po pokoju tak zdesperowanym krokiem, że lada chwila oczekiwałam jakiejś katastrofy za drzwiami, a w dodatku, powzięłyśmy wiadomość o tyle miłą, o ile niedogodną, że kolej do Vörgl o drugiej w nocy odchodzi. Do Vörgl mówię, w ciągłej tej bowiem niepewności nauczyłam się brać w rachubę tylko najbliższą stację.

Być przemoczoną do nitki, znużoną do ostatka, mieć łóżko i nie móc położyć się na nim, a przy tym słyszeć ciągle przeraźliwe skrzypienie śmiertelnych butów przyszłego samobójcy — było to chyba więcej przykrości, niż ich naraz na dwie osoby potrzeba.

Niesprawiedliwą byłabym jednakże utrzymując, że w Brixen z niczym dobrym spotkać się nie można. Owszem, z dawnych czasów książęco-duchownej świetności swojej zachowało to dobre miasto tradycję wykwintnej kuchni, a potem samobójca nasz spod nr 2 wpadł na ostatni szczęśliwy pomysł napalenia w piecu, ogrzewającym także i nasz pokój.

Prawdopodobnie napalić w nim musiał pamiątkami młodości, gdyż miłe ciepło rozeszło się błogo — i sama nie wiem, jak pod wpływem jego zasnęłam.

Nagle zbudził mnie wystrzał.

Skoczyłam na równe nogi, serce mi biło jak młotem. Zza drzwi dolatywało chrapanie, które naturalnie czym innym być nie mogło, jak tylko chrapaniem konającego. W najwyższym przerażeniu rzuciłam się do okna, nie wiedząc sama, co robię, gdy wtem drugi wystrzał tuż za nim padł. Oprzytomniałam jakoś. Przed bramą stał wielki omnibus473 do dworca kolei z hotelu Zum Stern idący, a Landsman, który nim powoził, zabierał się właśnie do trzaśnięcia z bicza po raz trzeci. Potężna klątwa zwiastowała w tej chwili przebudzenie się sąsiada naszego, który do piekła posyłał noc taką, miasto i hotel, gdzie się porządny człowiek nawet wyspać nie może za własne pieniądze.

Nie, to nie był samobójca.

Naturalnie, że cofnęłam mu natychmiast wszystkie dawniej powzięte sympatie, a nazwawszy go Hofrathem, przestałam się troszczyć o niego.

Z wieczora jeszcze zamówiłyśmy sobie miejsca w omnibusie Sterna, dowiedziawszy się, że Pod złotym krzyżem powozu nie ma, a do banhofu474 dobra wiorsta475 drogi. Kiedy jednak i trzeci wystrzał z bicza okazał się nadaremnym, grubych obyczajów Landsman ten, który nic o rycerskich względach damom należnych nie słyszał, cmoknął na konia raz i drugi, a omnibus potoczył się dalej spokojnie, zostawiając nas własnemu przemysłowi476.