Zbudziłam panią T., zaczęłam dzwonić i ubierać się na gwałt w ciemności, gdyż cienkie hotelowe świece dopaliły się i zgasły, podczas kiedyśmy spały. Na dzwonek nasz echo tylko odpowiedziało w pustym korytarzu. Widząc tedy, że nikt nie przybywa, zeszłyśmy poomacku ze schodów i szczęśliwie dobiły się do bramy. Ta jednak okazała się zamkniętą na głucho. Stukam klamką, ręką, kijem — przeciągłe tylko jęki odpowiadają mi w ciemności.
Zapalam zapałkę, spostrzegam bardzo wiele beczek, których nie zauważyłam wczoraj, a w głębi — drzwi drugie. Biegnę do nich, wytężam wszystkie siły, wołam: głuche westchnienie odpowiada mi tylko złowieszczo.
Wracam się, idę na górę raz jeszcze, ale już nie mogę trafić do korytarza, z którego było wejście do pokoju naszego; w niepewności gdzie tu służby szukać, obawiam się zapukać gdziekolwiek, aby nie zbudzić kogo z nocujących gości; co gorsza, wcale teraz nie mogę znaleźć drzwi naszych, i przy ostatniej zapałce widzę, że przed każdymi stoją świeżo wyczyszczone buty. Rozpacz mnie jakaś ogarnia, myślę, że zmyliłam się o piętro, idę wyżej jeszcze i trafiam na strych, gdzie w sieni na tapczanie chrapie Hausknecht477 niecnota. Budzę go, wstrząsam, na nogi niemal stawiam, ocknął się przecie, ale dobra chwila upłynęła jeszcze, zanim zrozumiał, czego chcę od niego. Zrazu, w głowę się tylko drapał i zapewniał mnie, że za tydzień odda z pewnością. Potem zaprzysiągł się na duszę swoją, że wczoraj tylko kwartę piwa wypił.
— Nur einen Bock! Auf meine Seele478 — powtarzał gamoń obrzydły, bijąc się pięścią w piersi, podczas gdy tam kolej ruszała może.
Wreszcie rozjaśniło mu się jakoś w jego ciężkiej szwabskiej głowie; zapalił tedy latarkę i poszedł za mną, mrucząc przez zęby.
— Was Teufel wollen doch die Damen da?479
Tutaj dopiero, mając go już na dole, zaczęłyśmy z największą irytacją powstawać480 na taki niesłychany nieład w hotelu, gdzie przy drzwiach nie ma portiera, gdzie wszystko pozamykane, gdzie się jak z więzienia wydobyć nie można.
— A tu kolej nie czeka — dodaje pani T. — Proszę natychmiast otwierać!
— Na, sehen Sie481— odrzekł Hausknecht z stoicką obojętnością, otwierając gębę, jak szeroką miał — das ist ja aber unser Kuhstall...482
Tu okazało się, że zmyliwszy schody, zaszłyśmy na gospodarskie podwórko i dobijały się do obory, skąd nam odpowiadały głębokie westchnienia objedzonych jałowic tyrolskich.