Oj, zginiesz na nim marnie...
Boże! Jak to daleko!
4.
Obrazek na łące — Piosenka — Zaklęte duchy — Dola wdowia — Almy — Cesarzowa i kobieta z dzieckiem — Przywiędłe dusze — Burza w górach — Kozieł ognisty — Ulewa — Rozmowa z drwalem — Mój dom — Powieści rzeki.
Dzień był gorący, ciężki, upalnym tchem dyszący, kiedy nasłuchawszy się szumu drzew starych na Ahorn-bühl, zaczęłam zeń zstępować dróżką leśną w łąkę, pełną krokusów liliowych, wydmuchniętych z mokradła na łodyżce białej a kruchej72. Piękna tyrolska krowa pasła się wśród nich, szerokimi racicami depcąc kwiatów puchy i przeżuwając z westchnieniem trawy soczyste. Dzwonek, zawieszony na rzemieniu u lśniącej jej szyi, klekotał głucho tu, to tam. Za krową szła lub przystawała dzieweczka bosa i drobna, w jaskrawej, skrzyżowanej na piersiach chuścinie, robiąc na drutach olbrzymią, dłuższą chyba od siebie pończochę zieloną.
Za dzieweczką, wtuliwszy ogon pod siebie, wlókł się Kruczek jakiś, kłapiąc leniwie pyskiem za muchami. Obrazek ten leżał u nóg moich, słońcem malowany, a cienie drzew rozsypanych pod lasem, padały nań długie i drżące.
Naraz — posłyszałam głos świeży:
Komm mit nach Lindenau,
Da ist der Himmel blau,
Da tantz der Ziegenbock