Poza tym pierwszym zaczarowanym domostwem, spotkałam drugie takie i trzecie. Ptactwo z głośnym świergotem gospodarowało po strychach, wierzby osypywały nasienne puchy po niedeptanych ścieżkach pod płotami, u wrót chwiały się wybujałe bylice, jakoby trzymając straż w tym pustkowiu.
Nieco dalej posłyszałam chrzęst kosy i dziecięce śmiechy. Idąc wprost na chrzęst ten i głosy, ujrzałam szmat łąki, a na nim młodą jeszcze kobietę, zwiędłą i spaloną na słońcu, siekącą z rozmachem trawę. Troje dzieci staczało dawne, przeschnięte pokosy.
— Glück auf!75 — zawołałam wesoło, patrząc na tego kosiarza w spódnicy.
Kobieta odpowiedziała mi skinieniem głowy i zajęła taki szmat trawy, że aż kosa jękła. Dzieci przestały grabić i patrzyły na mnie. Tak mnie coś nagle pociągnęło do tej gromadki, że rzuciwszy trzymany w ręku kapelusz, wzięłam od jednego z malców grabie i spróbowałam stoczyć bodaj dwie, trzy kupki. Kobieta popatrzała i kosiła dalej. Grabie tu mają nie takie jak u nas, z osadzonymi w drewnianej belce zębami, ale grablisko zaraz wprost rozwidla się w dwa zęby jak szpony zagięte, a trzeci dopiero szpon taki osadzony jest w pośrodku. Dosiekłszy do miedzy, kobieta odetchnęła głęboko, otarła pot z czoła fartuchem, a oparłszy się na kosisku, spoczywała chwilę. Wtedy to dowiedziałam się od niej, że jest wdową, że sama uprawia pólko swoje, czekając aż syn nadrośnie.
A „syn” tymczasem, dziesięcioletni może, tłusty chłopczyna, patrzał na mnie z powagą, trzymając się matczynej spódnicy.
W dalszej gawędzie zapytałam o owe domy, pustką stojące.
— Wszyscy poszli na alm — odrzekła mi kobieta.
„Alm” tutejszy to nasz „koszar” tatrzański, pastwisko trzód letnie, oszczędzające traw łężnych76 na zimową biedę.
Łąki koszą tu wprawdzie trzy i cztery razy, ale tylko dwa pierwsze dają dobre siano; pod koniec lata, skutkiem dżdżów częstych rzuca się w łąkach podbiał i złe zielsko; trawa też bywa ostrzejsza i tylko na zieloną paszę zdatna. Otóż ludzie zamykają dom na głucho i idą na alm taki na całe już lato, biedując ciężko dla miłości dobytku swojego.
Przekonałam się z czasem, że almy bywają przedmiotem ciekawości pięknego świata. Tego sezonu weszły one po prostu w modę, od czasu gdy cesarzowa Elżbieta77 zwiedziła jeden z nich... pieszo; fakt, który w jednej chwili rozgłosiły wszystkie wiedeńskie dzienniki.