Któraż kobieta nie lubi, aby jej „coś miłego”, coś na ucho mówiono?

A właśnie weszła była88 nad Loosbergiem gwiazda wieczorna, a u kraju rzeki czerniały tratwy, zbijane gwoli spławom jesiennym.

— Hej! hej! — prawi kusicielka moja — gdzie to Wisła twoja? Wisełka... flisaki89, pieśni i jeszcze coś więcej. Komu tam ona szumi? Komu śpiewa, kogo świeżością fal swoich upaja?...

I czegóż patrzysz tak na mnie? Ja jestem sobie rzeka spokojna, w cudze sprawy nie wdaję się wcale. Jeśli kto tęskni, tym gorzej dla niego. Co do mnie — ja idę do morza!

5

Droga do Gmunden — Jezioro we mgłach — Miasteczko „najpiękniejsze” i stróż porządku w kasynie — Wildstein — Tęcza na ziemi — Siano biedaków — Droga do Hallstadt — Pasażerowie — Gemütlich — Jaskółcze gniazda — Wodospad

Prócz świata gór, jest tu świat wód, świat jezior zadumanych, które jak perły rozsute tu, to tam, świecą wśród zmierzchu Alpów90 matową jasnością swoją, czekając na łódź twą i... na ciebie.

Ej, pluśnij wiosłem a puść się91 jako czajka lotna, a łodzi swojej daj zbrodzić te wody wzdłuż i wszerz! Będąż92 ją huśtać a kołysać, a czarować pieśnią zaklętą, że ani zechce powracać do brzegu. Nie czekaj też koniecznie słońca, by ponieść się po jeziorze takim; we mgłach widziałam Gmunden i we mgłach też raz jeszcze obaczyć bym je rada.

Był wówczas ranek cichy, ciepły, wilgotnym tchem dyszący.

Po iglicach a gniazdach skalnych wieszały się płachty mgły sinej, zbite spodem w kłębiska mokre, ociężałe, a górą rozdmuchnięte w leciuchne93, rusałczane przędze. Z lewej i z prawej strony stał las milczący, zatajony w sobie; najwyższym jego sosnom kurzyło się z czubów czarniawych jakoby z komina, a z jarów i oparzelisk szły dymy błękitne, pokotem ścielące się po świerkowinie młodej.