— A co? Pójdziemy gdzie znowu? — zagadnęłam go żywo.

Suchym kaszlem zaniósł się stary.

— A pójdziemy, pójdziemy — odpowiedział po chwili — jeno lasy zrąbiemy na drewka, a góry rozkopiemy na żwiry, pójdziemy.

— Jakże wy tu zostaniecie przez zimę?

— A co? Będziemy wyglądać lata. Żeby tylko tyle roboty!

Stary machnął ręką.

— A gospodyni-ż wasza?

— Poszturchała mnie dzisiaj baba; a no, ze świata nie wypchnęła przecie; trzeba będzie do Pernegu. Czekać, czekać jeno, to się człowiek wszystkiego doczeka, nawet trumny. — Umilkł stary i trząsł głową siwą.

— A cóż jezioro nasze — rzekłam, żeby go rozruszać cokolwiek.

Hans Peter spojrzał mi bystro w oczy, a potem rzekł z cicha: