O nazwy zamczysk tych a rozsypanych klasztorów dopytać mi się nie przyszło, ale wiem, że teraz na imię im ruina.

Jest tu i Ossiak kędyś165 i jezioro jego ulane z łez skalnych, w Gerlitzkich Alpów korzeni.

Gdyby mi wola, szłabym tam była słuchać królewskich westchnień i płaczów, co się po górach wieszają zmierzchem mglistym. Bo i ja też mam piersi skarg pełne, i ja też z krainy pokutników idę, i jestem z rodu ich, i z win, i z nadziei.

Ale droga moja już mnie do Villach porwała, przeskakując Drawę i pod Dobraczem lecąc na złamanie karku, aby wpaść w dolinę cichą i rozjaśnić się wśród jej zbóż i sadów, i minąwszy Tarvisio, stanąć na dziale wód, które się tu między Morzem Czarnym i Adriatyckim ważą.

Chwila namysłu, spoczynku i razem z Fellą rwącą w szumach i w pianach ku Adriatykowi spadamy.

Tymczasem zmierzch, co się już w górach Karyntii był podniósł, szedł przed nami coraz chmurniejszy w sobie. Poza Resittą i Gemoną Alpy cofnęły się wstecz, a podgórzem rozsypisk, pełnym jako bojowiskiem olbrzymów, szła noc ogromnym krokiem.

Spuściłam szybę, chłód był i cisza. Na niebie paliło się gwiazd kilka.

Podniosłam głowę, aby patrzeć na nie i myśleć o tych, co ich nie widzą wraz ze mną.

Naraz — zapłomieniło się w powietrzu cichym...

Pod łuną zamajaczyły dwie, trzy wieżyce, a niżej kadłub kamiennego miasta siadł w cieniach.