Tuli się ona w sobie i zstępuje niepewna — z urokiem wielkim dla oczu.

Patrz, przeciw niej w górę biegnie szybko inna, sypiąc iskrami kropel rzęsistych, wydatna rzeźbą ciała, świeża wzruszeniem. Fala goni za nią spragniona, rozkochana. Ale oto już i ciebie ogarnia pokusa rzucenia się w morze.

Jest coś rozkosznego w tym oddaniu się potężnym uderzeniom fali, w tym wyciągnięciu ramion do czegoś, co jest ogromne i tajemnicze, w tym zmieszaniu istoty swojej z szumem i odpryskiem wód, łamiących się na piersi jak kryształ pęknięty.

Pieszczota w tym ludzka prawie — i upojenie wielkie.

Wracających z kąpieli zaczepiają drzew cienie, przekupnie owoców i muszli.

Owocom oprzeć się niepodobna.

Kupujesz pyszne grono winne, którego każda jagoda jest rubinową lub słoneczną czarą, i idziesz z wolna, depcąc ruchomą przejrzystość zmierzchu, którą drzewa rzucają ci pod nogi. Barka twoja drzemie, a twoi brunatni poppe179 w swych kolorowych koszulach, zabierają się do wiosłowania z tajemniczą miną, której zagadka rozwiąże ci się dopiero u piazzety180, kiedy będziesz musiał zapłacić w dwójnasób181 umówioną cenę, pod pozorem, że zbyt długo zachwycałeś się morzem, i kiedy w dodatku jeden z nich będzie wołał: per bere182, a drugi — per botiglia183.

Kręcą się tu wprawdzie tańsze od bark małe parowe stateczki, po zatoce latające z pośpiechem, ale milsza jest stokroć żegluga barką, która się za wolą twoją zwija i pozwala palcom twoim przesiewać błękitne iskry wód rozbitych wiosłem, i chwytać trawy morskie, i za twoim skinieniem chodzi, i kołysze cię, i koi, i utula. Vaporetti184 za to owe gwarne są i wesołe — i ciekawe studia robić na nich można; byłyby nawet znośne zupełnie, gdyby dobrzy ci eks-republikanie palili trochę mniej demokratyczne tytonie i gdyby pies kapitana mniej mokre łapy opierał ci na kolanach.

Z daleka jednak vaporetti wyglądają bardzo interesująco.

Dziwna rzecz, jak dalece niebezpiecznym jest przypatrywać się czemukolwiek w Wenecji zbyt z bliska.