Takie pawie piórko nosił niegdyś u kapelusza ów sławny Alois Gemsjäger, którego nazwisko wyczytałam na małej miedzianej tabliczce, przybitej u bocznej ławki, po prawej stronie od wejścia, w katolickim kościółku w Ischlu. Tabliczki takie, numerowane (naliczyłam ich w kościółku siedemset), oznaczają miejsca tych wszystkich szczęśliwych ludzi, którzy za tyle a tyle talarów mają prawo klęknąć lub usiąść w danej ławce i modlić się w swoim odświętnym, zielonym spencerze17 na czarnej, zatłuszczonej książce. A po śmierci — bo i ci szczęśliwcy, pomimo przywileju swego, umierać muszą — mają prawo miejsce takie przekazać synom i wnukom. Tym sposobem przywilej nieśmiertelnym się staje.

Ale wróćmy do ubioru mężczyzn.

Integralną jego część stanowi fajka.

Fajka, jak spencer, inna bywa na dzień powszedni, a inna na święto.

Nie znam potulniejszego stworzenia nad fajkę codzienną górala. Sama się prawie trzyma zębów jego krótkim, wiśniowym cybuszkiem; pozwala właścicielowi swemu pracować, pluć, pozdrawiać przechodniów, uśmiechać się do dziewcząt, odpowiadać na zapytania cudzoziemców, kląć nawet; słowem, ignorować się zupełnie i jakkolwiek długo nie zasilana żadnym świeżym podmuchem, zawsze przecież znajdzie w swoim wnętrzu jakąś iskierkę, rozżarzającą podejrzany tytoń z narożnego „trafiku”. Niedzielny poranek za to jest prawdziwą wystawą fajek „od parady”.

Począwszy od owej drobnej, zręcznej, kokietującej przechodniów malowanym kwiatkiem, z której młody elegant w otwartym na piersiach spencerze siny dymek puszcza, aż do owej wielkiej, ciężkiej fajki, którą, sapiąc i spluwając w rzekę, pali — o poręcz mostu oparty — tłusty młynarz z Weissenbachu; ileż w nich jest odcieniów18 pretensji, zalotności i pychy!

Fajka nabijana srebrnymi ćwieczkami ma się koniecznie za coś lepszego od tej, którą okręcono prostym, tombakowym łańcuszkiem.

Ale i jej życie nie jest bez goryczy!

Oto na potężnych piersiach rymarza z Schornstrasse kołysze się pyszna, niesłychanej wielkości fajka, z imponującym napisem: „Der Kaiser lebe hoch!19 i z zielonym, jedwabnym kutasem20. Oto się wzdyma, iskrzy i roztacza zwycięskie kłęby dymu. Wszystkie oczy ku niej się zwracają. Nie ma co! Przegrana!

Mniej zalotności od mężczyzn i fajek mają tutejsze kobiety. Sztywne i ciche, chodzą one w swoich krochmalnych spódnicach i niebieskich fartuchach, pełne rumieńców tłumionych, póki młode, pełne powagi w zoranych21 twarzach, gdy stare.