Mężczyźni — prawie wszyscy piękni i hardzi.

Im niżej w lud, tym czystsze typy i bardziej wybitne. Hardość w nich uderza przed pięknością jeszcze. Biedak, co i dziesięciu centów nie dorachowałby się we wszystkich kieszeniach, przechadza się w swojej czerwonej koszuli i wielkim kapeluszu z taką godnością wpośród cudzoziemców, jakby gospodarz przyjmujący gości. Jest przy tym grzeczny i do pewnego stopnia delikatny. Kobiecie usuwa się z drogi, jeśli ładna, i patrzy na nią okiem znawcy, nie spiesząc się i czas sobie dając.

W spojrzeniu tym nie ma nic obraźliwego. Jest on wtedy artystą badającym piękno, a sam wygląda jako posąg z brązu.

Do północy i za północ często trwa na placu ruch i gwar.

A tam o sto kroków dalej, cisza bardzo głęboka chodzi po starym niewolników wybrzeżu, a noc miesięczna wysrebrza wody zatoki pluszczącej miękko i sennie. W białości księżycowej stoi kościół ten dziwny, któremu pod krzyżem zdają się śnić Alkoranu269 wiersze, i słupy te śmigłe stoją, na których niegdyś republikańskie chorągwie nad morzem wiały. Patrz! Tam z tych arkad kamiennych wieszają się jakieś ręce mgliste, wzniesione, wołające ratunku wśród nocy.

To Ponte dei Sospiri270.

Most tchnień ostatnich, most ucisku ducha,

Śmiertelnych dreszczów i trupich nudności,

Most gwałtu, zbrodni i — sprawiedliwości!...

Cicho!... ktoś słucha...