A kiedy tak dzwony biły, stałam w podwórcu, pod oknem, za którego więzienną kratą Silvio Pellico283 o wolności dumał.
Wędrowcy oglądają zwykle więzienia, wychodząc z pałacu Dożów, a tak widzą wpierw olbrzyma, a potem to, co pod stopą ma ku zdeptaniu. Jam pierwej zeszła do carceri284 owych — i zyskałam przez to obojętniejszy punkt widzenia na gotyk ten wielki, co schody „gigantów” ma, ale miał i karłów swoich.
A teraz mamże, czytelniku — jeśli tylko w ogóle kartki te czytelnika znajdą — oprowadzać cię po tym Palazzo Ducale i z katalogami w ręku przebiegać sale Wielkiej Rady Głosowania, Rady Trzech, Rady Dziesięciu, Senatu, Bussoli, Czworga drzwi Atrium, Bibliotekę, Muzeum, Kaplicę, pokazując wielkie płótna Tintoretta, Werończyka, Palmy; podziwiając plafony Tycjana, rzeźby Sansovina, brewiarze Grimanich, mozaiki, odrzwia, kominki, antyki? Mamże, rozbiwszy myśl jego na tysiąc nużących objaśnień, nie powiedzieć ani ćwierci tego, co powiedzieć by trzeba?
Niechaj mnie Bóg strzeże!
Najpierw byłoby to niedarowanym gadulstwem i powtarzaniem rzeczy dawno już i lepiej wypowiedzianych przez kogo innego — a potem — nie chcę odbierać chleba tym zacnym oprowadzaczom nakręconym jak pozytywka, od dojścia męskich lat aż do śmierci, których twarz znudzona pokazuje, iż liry285 mają za największe arcydzieło sztuki, a których martwy palec całymi godzinami kieruje wzrokiem twoim z sztywnością automatu.
„Oto portrety Dożów, oto tryumfy Dandola, oto wzięcie Stambułu, bitwa pod Lepantem, zdobycie Zary, Cataro, Tyru; oto powrót Contariniego spod Chioggia, oto Mocenigo pod Dardanelami, Wenecja z Lwem, Wenecja świat godząca, Wenecja...”
Myślisz, że skończył? Gdzie tam! On tylko tchu nabiera. „Oto Sąd Ostateczny młodszego Palmy, oto Aleksander III i Barbarossa, oto lwia paszcza, tron dożów, pomnik Morosini’ego. Oto...”
Na Boga! Niech on gada sobie, a ty odwróć oczy od tryumfów tych i pójdź ze mną stanąć przed tablicą Falieriego, na której widać żałobny napis: decapitati286 — a potem na balkon wyjdźmy patrzeć na błękit zatoki wiatrem muskanej, gdzie San Giorgio i Giudecca rzucone są oczom naszym. Tam będziem myśleć o wielkościach ziem i o jej nędzach, aż nas ukołyszą morza szumy.
Tej samej skróconej metody oglądania trzymałabym się w akademii delle Belle Arti.
Co nam po tych białych, pulchnych ciałach, które Giovanni Bellini świętymi nazywa? Co nam po tych procesjach z relikwiami, które nam Gentile Bellini po ścianach rozwiesił? Co nam po tych malowanych ceremoniałach z Dożą lub bez Doży, uwiecznionych przez Carpaccia lub Parisa Bordone? Zapewne, błogo jest wiedzieć, jak się tu malarstwo rozwija, począwszy od chudej religijności szkół pierwotnych aż do słonecznego rozkwitu pod wielkich mistrzów natchnieniem; ale stanąć — i patrzeć — i myśleć, i jeszcze patrzeć, mogłabym przed Assuntą287 tylko.