Tak; to jest matka, co serce miała ukrzyżowane wraz z synem ginącym za prawdę ducha swojego; to jest pierś pełna siły, jaką miłość daje; to podniesienie dni nowych ku ideałom przyszłości, to jest myśl, jaką Bóg o kobiecie miał przy jej stworzeniu.
Oczy te zaprawdę widziały rzesze smętne i ciemne, i grzeszne, i głodne, one znają gorycz łez nad dolą ludzką przelanych.
Usta te znały słowa miłości, braterstwa i spokoju, one znały wielką ewangelię ludów.
Cierpiała, żyła, serce jej biło od wzruszeń, bólów i radości ziemi; a teraz — nie na skrzydłach serafów białych, nie przez moc jakąś zewnętrzną i obcą, ale żarem i uniesieniem ducha własnego — wstępuje w ciszę błękitów.
Ta Assunta — to ludzkość za ostatecznych dni wysiłków swoich; to idea zwycięska; to wolność lot biorąca; to prawda.
W tłumie, co za nią oczy prowadzi, jest jedna głowa, której nie zapomnę nigdy. To głowa Jana.
Podczas gdy inni są wyrazem dziwu, przestrachu albo osłupienia, on jeden śmiało i pogodnie patrzy w umiłowane wniebowziętej oblicze, jak człowiek, co ogląda spełnienie wiary życia swojego. On wiedział, że ta święta i czysta bojem wielkim bojując na ziemi, zwycięży kiedyś, i będzie mocna dłonie na gwiazdach kłaść, i obracać nimi, i wołać do siebie rosy polne, i wysyłać je na łany jako pracownice białe.
Nie dziwi się więc i nie pada w trwodze, ale przejmuje się mocą wielką i nadzieją.
Trud jego nieskończony jeszcze i kij pielgrzymi w ręku; przecież z blasków chwili tej zostanie mu w piersiach dość siły, aby na Patmos wygnańczym obwieścić chwałę „słowa” i słyszeć orłowe szumy ponad głową.
Ten Jan — to praca o ideał oparta.