— Co to za palazzo, padre301?

Contarini — odpowiadał Lani, hamując oddech świszczący.

— A tamto?

— Też Contarini, signorina.

Nazywał mnie czasem signoriną, kiedy był w dobrym humorze.

— A ten na prawo? — pytałam jeszcze.

— Tamten? To właśnie także Contarini.

— Ale cóż znowu, padre! Przecież wszystkie nie mogą być Contarini.

Eccola!...302 — wykrzykiwał wtedy obrażony Lani. — Jeśli signora lepiej wie, to po co się pytać? Ja tu do wiosła, nie do gadania.

Sapał jakiś czas, a widząc, że uśmiecham się i patrzę na niego, rozstawiał czarną swoją wielką łapę i zginał po jednemu węzłowate palce.