Drobna jakaś rzeczka326 udaje w tym powszechnym rozlewisku bardzo wielką i potężną rzekę, i dostrumienia327 tu wody swoje do Bacchiglione, który i bez tej przyprawy, wysoko nad brzeg wykipia. Nie wiem, jakie wrażenie zrobiłaby na mnie Vicenza lepiej poznana, ale wiem, że obaczona328 w przelocie, oczy porywa za sobą i długo na myśli stoi.
— Pronti! Pronti!329 — woła konduktor, patrząc na lecących wód hufce, a na głos ten porywa się pociąg nasz — i jakby żywa istota przed grożącą pogonią — ucieka.
Same już nazwy miejsc tych, które — minąwszy Tavernelle — przelatujemy z pośpiechem, trzymają nas niejako nad poziomem zalewu, a i myślom dają skrzydła i wzloty jakieś wpółsenne.
Oto Montecchio i Montecchich330 zamki; oto Montebello; oto Scaligerów331 Montario; oto tam, ku południowi kędyś Arcole332 grzmi stuletnim echem wielkiego boju swojego.
O Lannes333! O Massena334! Ileż ja o was walk w dzieciństwie moim stoczyłam, a dziś, ku Arcole waszemu patrzę tak z bliska, tak sama, tak smutna!
Bratu mojemu i mnie dawał ojciec czasem do oglądania książkę z wizerunkami marszałków Francji.
Wybieraliśmy sobie wtedy spośród nich ulubionych bohaterów, o których sławę, wyższość, a nawet frędzle od szarfy zawzięte powstawały sprzeczki.
Lannes i Massena byli ideałami brata mojego, dla dzielnej miny i dla wielkich czynów. W rejestrze chwały wojennej kładł on ich zaraz po Neju335, którego z koniem i bez konia przerysowywał na każdej wolnej ćwiartce papieru.
Co do mnie, o wiele bardziej podobał mi się Joubert336 z ognistą i ciemną twarzą oraz po republikańsku urodziwy Łazarz Hoche337. Skutkiem tych różnic w opinii wywiązywały się dotkliwe szyderstwa i cierpkie przymówki o „nędznym guście kobiet”. Miałam wtedy lat dziewięć, dziesięć może, ale niemniej czułam to głęboko.
W dumnym tedy milczeniu słuchałam przycinków tych czas jakiś, aż wreszcie, zaczerwieniona z oburzenia, zaczynałam krytykować guziki Masseny albo rękawice Neja — do poważniejszych zarzutów nie czułam się zdolną — i to było punktem wyjścia dla zaciętej kłótni, kończącej się wtedy dopiero, kiedy przewracając kartki z energią, nic dobrego książce nie wróżącą, trafiliśmy wypadkiem na księcia Józefa338 w ułańskiej kurtce, z oczyma w niebo wzniesionymi.