— Ten mój! — wołałam wtedy z zapałem.
— I mój! — dodawał brat mój zamyślonym głosem.
I patrzyliśmy na bohatera naszego, przytuliwszy głowy do siebie — i tak nastawała zgoda.
Biedny chłopcze! Żołnierzu małoletni, niepożegnany na bój, niebłogosławiony! Bez wodza ty poległ, bez broni, bez chwały. Nie było tobie bohatera, za którym byś szedł, ani konia, ani lancy ułańskiej. O mogile twojej ptacy339 tylko wiedzą, a zna ją rosa polna, co przychodzi płakać nad samotnymi grobami.
Gdzie moje myśli zaszły?
Ktokolwiek jesteś, wędrowcze, przestępujący próg sali jadalnej na dworcu kolei w Weronie, wiedz, że najistotniejszą częścią obowiązków twoich jest zadysponować sobie kotlet à la Milanaise i popić go kieliszkiem czerwonego wina, które stoi dwoma rzędami butelek niekorkowane, pod oliwą tylko. Po czym możesz otrzeć usta serwetą, zapłacić w bufecie, wziąć powóz i pojechać w miasto.
Czy jednak powrócisz stamtąd — któż zgadnie?
Capo di stazione340 w Weronie jest małym wprawdzie, ale przewidującym, bardzo uprzejmym człowieczkiem. Ledwo spojrzał na mnie, już wiedział, jak gorąco pragnę z bliska obaczyć Weronę, od razu też odgadł, że zwiedziwszy miasto, właśnie w sam czas trafimy na pociąg, który jutro raniutko do Ala odchodzić ma.
Tymczasem on rzeczy nasze w magazynie pomieści, bo na cóż je z sobą wozić — a tak będzie wszystko w porządku.