A gdy to mówił, ogromny do brytana z fizjonomii podobny facchino nr 2 kiwał uroczyście wielką swoją głową, potwierdzając przewidywania szanowanego capo. I jakżeśmy, biedne kobiety, zawierzyć temu nie miały?
Jak na toż nadbiegł Grek z żółtą, ostro rzeźbioną twarzą, z krótkimi, siwiejącymi już włosami i, kłaniając się jak Niemiec, gestykulując jak Francuz, rzucając oczami jak Cygan, zapewnił nas po włosku, że właśnie na nas tylko czeka jego prześliczna, świeżo odnowiona, daleko owszem lepsza od każdej nowej carozza341 z hotelu Barbesi delle due Torri342, który — gdyby nie intrygi „pewnych indywiduów” mógłby się nazywać hotelem trzech, czterech, a nawet pięciu wież, tak jest wspaniały, książęcy, królewski. Dodał przy tym, że carozza jego może pomieścić cztery damy i czterech cavaliere343 albo odwrotnie, że jest na resorach tak dobrych, że i do zegarka lepszych nie potrzeba, że konie „dwóch wież” czysty owies jadają, że Werona jest rajem — a on się na Korfu urodził.
Tu dobył fular344 i otarł pot z czoła, a przymrużywszy pałające oczy, przybrał minę rozrzewnienia pełną. Po czym elegicznym gestem sięgnął po parasolki nasze i szedł przed nami z twarzą natchnioną, jak gdyby był prologiem, otwierającym poemat liryczny.
Zaledwieśmy jednak wsiadły do owej carozzy, która okazała się być czerwono malowanym omnibusem hotelowym, kiedy nasz Baziliades czy może Paparigopulos345, nagle się na twarzy odmienił, zatrzasnął drzwiczki, zapadające z pośpiechem pułapki, i stanąwszy na stopniu z determinacją policjanta uwożącego dwóch ważnych przestępców — Ruszaj! — krzyknął na woźnicę, niemogącego jakoś namówić do drogi owych sławnych rosynantów gołym pasionych owsem.
Wyznaję, że w pierwszej chwili miałam ogromną ochotę wysiąść i pójść pieszo, tym bardziej, że większa część carozzy zawalona była jakimiś tobołkami, mającymi zapewne reprezentować owych czterech cavaliere. Grek jednak silną dłonią trzymał drzwiczki z zewnątrz, odpowiadając na przedstawiania nasze najsłodszym głosem: Va bene, va bene, signora!346
Tymczasem zawadziliśmy o coś i nagle stanęli, a kiedy się nasz Grek ku woźnicy odwrócił i świata nam trochę odsłonił, ujrzałam z zadziwieniem kilka prostych wozów, wiozących w kierunku miasta wielkie kanonierskie łodzie.
— Co to jest? — zapytałam Greka.
— To? — odrzekł, mrugając oczyma — to łodzie, droga signoro.
— Widzę, że łodzie; ale po co je do miasta wiozą?
— Oh niente!347 Najdroższa signoro, może na skład, do naprawy może, stare widzę jakieś łodziska — dodał wzgardliwie, ramionami wzruszywszy.