A widząc, że pani T. podnosi się, aby wyjrzeć okienkiem:
— Signoro — zawołał, rozstawiając ręce — może signora życzy sobie mówić ze mną po rumuńsku albo po węgiersku, po bułgarsku może? Znam wszystkie języki europejskie i kilka innych jeszcze. W młodości...
Tu urwał i zeskoczył, bo wrzawa jakaś zbliżała się ku nam i zgiełk uliczny wzrastał. Spojrzałam pełno ludzi na wyniesionych nad poziom chodnikach, przeciw nam biegnie jakaś kobieta z dzieckiem, przed nami — ulica pod wodą.
Nie można już było wysiąść — Grek nadbiegł.
— Nic to, signoro droga! Kanał zepsuty czy coś tam takiego, ale tu, tu na prawo droga zupełnie sucha, natychmiast jesteśmy w miejscu. Ruszaj!...
Skręciliśmy i przejechali ulic kilka. Istotnie, sucho tu było; niemniej jednak złowrogi szum gonił za nami, a ludzie biegli z przerażeniem jakimś. Grek nasz tymczasem gadał niestrudzenie i wtedy dopiero, kiedy carozzajego wjeżdżała w bramę hotelu Barbesi zamilkł i uśmiechnął się się jak tryumfator.
W dziedzińcu zrobiła się wrzawa; oglądano nas tak ciekawie, jak branki z nieprzyjacielskiego obozu odbite; gospodarz przedstawił nam się z wielką ostentacją, a kiedyśmy zażądały natychmiast powozu dla zwiedzenia miasta, oświadczył, że za chwilkę wszystko będzie gotowe.
Hotel Barbesi, widocznie z dawnego jakiegoś pałacu zrobiony, dosyć się oryginalnie przedstawia.
Prostokątny dziedziniec jego, wyłożony okrągłymi kamykami białej i czerwonej barwy, przypomina z gruba mozaikę starą.
Dokoła, na wysokości piętra, leciuchny balkon, południowymi krzewami zdobny, daje wejście do pojedynczych pokoi dla gości.