Jestem jak Arab, ginący z pragnienia,

Który z oczyma, wbitymi w niebiosy,

Z błękitów czeka zejścia białej rosy,

By nagą piersią przyjąć jej pieszczoty...

O!... jak mi smutno!... Chciałbym skłonić głowę

Na czyjeś ramię — i odpocząć w ciszy —

I myślom gorzkim wykraść te godziny,

W których pierś każda snem, lub żądzą dyszy,

I usnąć — jak to miasto marmurowe...

. . . . . . . . . . . . . . . .