Od czasu do czasu nadziewają niezdarne czerwone mundury i idą na musztrę; za powrotem do domu nakładają znów pospiesznie swe postrzępione łachmany, w których widocznie lepiej się czują.
Rząd udziela tym obrońcom kraju pensje minimalne i nakłada na nich obowiązek żywienia się własnym kosztem.
Od osób, których całość i bezpieczeństwo powierzone są ich pieczy, pobierają płacę 7–10 kranów146 miesięcznie! I pomimo tak niesłychanie szczupłych środków istnienia zbierają grosze.
Nie próbuję nawet zrozumieć, w jaki sposób kombinują swój budżet, stwierdzam tylko, iż wszyscy bez wyjątku zajmują się drobną lichwą.
Ulice w dzielnicy europejskiej przedstawiają się względnie czysto. Mówię względnie, gdyż, moim zdaniem, Teheran mimo swej nazwy (tehran znaczy czysty) jest miastem rzetelnie brudnym, a w wiosenne dni deszczów, trwających do dwóch tygodni, zamienia się w jedną rozlewną kałużę, po której niepodobna chodzić pieszo.
Na szczęście dla ludzi nieposiadających własnego powozu, istnieją tu dorożki, opłakane wprawdzie gruchoty, drogie przy tym niemiłosiernie, ale umożliwiające przynajmniej jako tako komunikację. Dorożki należą do prywatnego przedsiębiorcy, Belga.
Belgowie nie ograniczyli się na obdarzeniu miasta tym dobrodziejstwem. Im również zawdzięcza Teheran kolej: maleńką, na kilkunastu kilometrach wyciągniętą linię, prowadzącą do słynnego meczetu Szah Abdulasim147, celu wędrówki pobożnych tłumów. Podburzana przez fanatycznych mułów gawiedź porozbijała pierwsze wagony i lokomotywę, zabito maszynistę. Z czasem niechęć ostygła; kolej mogłaby funkcjonować z prawdziwym powodzeniem, ale jedyne cztery lokomotywy, sprowadzone z Europy, zepsute są najcałkowiciej. Udało mi się jednak odbyć wycieczkę do Szah-Abdulasim za życia ostatniej z lokomotyw.
Otwarte, letnie wagony przepełnione były seidami i mułłami148.
Do towarzystwa belgijskiego należą też tramwaje, przerzynające kilka ulic; biedniejsi Persowie korzystają z nich bardzo chętnie, Europejczycy natomiast zupełnie ich nie używają.
Belgowie wreszcie założyli fabrykę szkła i fabrykę cukru, naokół której urządzają plantacje buraków.