Wracam do obrazów ulicznych Teheranu. Szukać ich należy przede wszystkim w dzielnicy perskiej, w jednej z ulic przylegających do bazaru. Nikłe cienie kobiet owiniętych w ciemne czadury, w fioletowych lub zielonych szarawarach, suną tajemniczo wzdłuż murów. Inne jadą na osłach, prowadzonych za uzdę przez służących. Tam kroczy muł, objuczony kołyskami kedżawe, tu ciągnie do bazaru karawana wielbłądów, prowadzona przez posępnych i dzikich czerwadarów, tłum ludzki płynie zwartą falą; Persowie w długich swych sukniach, spadających w prostych fałdach na atłasowe żupany, w wysokich barankowych kholach, Tatarzy w tułupach i płaskich szerokich czapach, Kurdowie o pięknych energicznych twarzach, w zawojach czerwono-niebieskich, Indusi i Afgani, Arabowie i Turcy, Armeńczycy i Czerkiesi, mułłowie i seidzi, robotnicy z bazaru i handlarze uliczni w krótkich fałdowanych tułupach i wojłokowych myckach, wędrowni derwisze, skórą okryci, półnadzy, z pałką jak maczuga w ręku. Niewyczerpana to skarbnica studiów dla artysty, niezliczone bogactwo typów, obrazów, barw, kostiumów, a na wszystko płyną z nieba potoki światła i słońca.
A bazar? Kto go nie widział, nie wie, czym jest miasto wschodnie. Bazar to jego serce, nieprzerwanym życiem tętniące, wchłaniające całą jego energię, przetwarzające ją i oddające znowu. Miasto to w mieście, mające swe ulice, swe meczety — jest ich cztery w bazarze teherańskim — swe karawanseraje i swe dzielnice: każdy przemysł i każda narodowość w innej części się mieszczą, bazar perski oddzielony jest całkowicie od bazaru armeńskiego.
Zwiedzać można to szczególniejsze targowisko po kilkanaście i kilkadziesiąt nawet razy i na pewno nie obejrzało się jeszcze wszystkich jego zaułków. W Teheranie, tak jak w Tebrysie, nad ulicami bazaru rozciąga się dach, w którym umieszczono dość liczne otwory pozwalające przenikać światłu. Sklepy są przeważnie tak małe, że wejść do nich trudno. W otwartych drzwiach na podwyższeniu okrytym dywanem siedzi majestatycznie kupiec, podwinąwszy pod siebie nogi, zapijając herbatę lub paląc kalian. Przed nim i za nim rozłożone bogactwa jego sklepu; nieraz te ciasne izdebki mieszczą prawdziwe skarby. Kupiec, nieruchomy i poważny, nigdy gestami ani słowem nie zachęca przechodnia do oglądania lub kupowania.
Są też w bazarze wielkie składy towarów europejskich; tym już brak wszelkiej odrębności, tym bardziej że sprzedają najordynarniejszą tandetę: porcelany i szkła we wszystkich kolorach tęczy, jaskrawe muśliny, kretony i materie, wstążki i kwiaty; pończochy i rękawiczki jedwabne, zielone lub fioletowe. Ulubione to kolory kobiet perskich: używają ich i nadużywają bezmiernie.
W bazarze właściwych wyrobów wschodnich wzrok mój najwięcej ciągną dywany i jedwabie. Dywany, od najskromniejszych wojłoków do najpyszniejszych kobierców jedwabnych, idą całą gamą tonów, cieni i połysków. Tu wyroby turkomańskie o deseniach regularnych, granatowych i białych na tle czerwonym; dywany to drogie, lecz niezniszczalne. Dywany z Dagestanu mają tła jasne, po których biegną delikatne arabeski; dywany Hamadanu najwięcej są do europejskich doborem kolorów i deseniem zbliżone; przecudne wreszcie kobierce z Heratu, jedwabne i półjedwabne mienią się najpiękniejszym skojarzeniem barw i tonów. Na ich tle biało-złocistym, srebrzysto-popielatym, niebiesko-stalowym lub ciemnoróżowym plączą się ze znakomitym zmysłem ornamentacyjnym pomyślane arabeski, kwiaty, rzucane delikatnie kiście palm jak na szalach perskich. Wznoszą się też na nich, jak na obrazach prymitywistów, naiwnie rysowane hieratyczne drzewa o czerwonych owocach. U stóp drzew stoją pawie, rozpościerając zielono-szafirowe wachlarze swych ogonów. Po tych dywanach stąpają tylko królowie i miliarderzy. Zwyczajni śmiertelnicy zawieszają je na ścianach jak obrazy.
W bazarze materii, przy mieniących się, brzydkich i sztywnych jedwabiach wyrobu miejscowego lśnią aksamity i jedwabie z Kaszanu, na których tle czerwonym lub fioletowym rzucane są zygzakowate linie promieni żółtych i zielonych. Jedwabie z Brussy160 i fulary indyjskie o szafirowo-żółtych motywach, tak miękkie i wiotkie, że przez pierścionek przeciągnąć je można, sąsiadują z materiami ispahańskimi, szytymi złotem, srebrem i jedwabiami o przyćmionych barwach. Z kosztownych tych tkanin robią cenne chałaty161.
Dalej idzie szereg sklepów z wyrobami sukiennymi z Resztu. Na tło jednego sukna nakładają — w desenie liści, kwiatów, zwierząt, ptaków itp. — kawałki innych sukien zahaftowane kolorowymi jedwabiami. Brutalna jaskrawość barw i wulgarność rysunku cechuje nowoczesne wyroby tego miasta. Ale między dawnymi są prawdziwie artystyczne czapraki, serwety, zasłony. Gonią się na nich fantastyczne chochliki i zwierzęta, wykwitają wielopromienne słońca i dziwne drzewa rozpościerają szerokie konary.
Tam znów rozłożone są jedwabne haftowane serwety, przezroczyste zasłony, przesnute złotem, grube płótna bucharskie, wyszyte w śmiałe rzuty kwiatów, ptaków i arabesek.
Tam jeszcze sprzedają ispahańskie kalemkory, wyrabiane, jak twierdzą złośliwe języki, w Manchesterze. Rzecz to najzupełniej możebna, bo te nowoczesne kalemkory różnią się całkowicie od dawnych, nieskończenie delikatniejszych, jako wyrób i koloryt. Lecz nowoczesne, dajmy na to manchesterskie kalemkory, są mimo niedbałego rysunku i ostrych kombinacji kolorów efektowne i ciekawe. Są to wielkie płótna drukowane, na których tle, najczęściej białym, a rzadziej czerwonym lub granatowym ciągną się wielkie bukiety kwiatów i wężowate sploty fantastycznych liści, ujęte w szeroką ramę napisów z Koranu. Rysunki innych kalemkorów przypominają sceny ze Starego Testamentu, wieżę Babel, ofiarę Izaaka. Na innych jeszcze widać drzewo wiadomości złego i dobrego, Rustema162 depczącego diabła, Fet-Ali-Szacha z rozłożystą czarną brodą, sceny z życia obyczajowego: kobiety w sukniach jak balony nadętych, palące kaliany i zajadające ssirini. Szeroki uśmiech zastygł na ich księżycowych twarzach. A wszędzie pawie i w ogóle ptaki. Ptak, muzy, króluje w ornamentyce perskiej nad innymi motywami. Odtwarzają go na kalemkorach, bucharach, dywanach, starych malowidłach i porcelanach, które wyrabiali tu na miejscu przed stu laty chińscy garncarze; robią go ze stali inkrustowanej złotem, ryją go dłutem w miedzi, mosiądzu, srebrze.
W bazarze wyrobów miedzianych oglądać można rzeczy przepiękne; panuje w nim tylko hałas nie do wytrzymania. Wyrabiają tu przedmioty codziennego użytku: misy, miseczki, okrągłe olbrzymie tace, na których podają na Wschodzie posiłek. Lecz są tu i wyroby dawne z Kasbinu i Ispahanu: wazony, amfory, miski, tace staroświeckie, na których robotnik-artysta wyrył dziwaczne chimery, sploty liści, zwierzęta, ludzi, epizody wojenne i sceny obyczajowe w obramowaniu oryginalnych napisów z Koranu.