Przechyla swoją osłupiałą głowę więcej jeszcze na bok i bełkocze, jak gdyby miał usta pełne wody:
— Hanum, men pul darem. Lazem est?300
Czasem rozwesela nas ta jego mania pożyczkowa, lecz chwilami doprowadza do wściekłości. I pewnego razu posyłam go ze wsi do męża do Teheranu, a on znów rozpoczyna:
— Hanum, czenta pul lazem est? Men pul darem.301
Wykrzykuję mu w irytacji:
— Głupi jesteś! Masz mi przywieźć od pana sto tomanów (500 franków).
Abbas odpowiada dumnie:
— Ja mam sto tomanów! Ja mam więcej!
Przyszedł bez grosza, jest u nas od piętnastu miesięcy, a pobiera 25 franków miesięcznie. Imponuje mi naiwnością i pogodą, żadnym wyrzutem sumienia niezakłóconą, z jaką przyznaje się do swych łupiestw!
Jednak i Abbas, i Jahu Armeńczyk, mistrz nad mistrzami w sztuce przywłaszczania sobie cudzego dobra, i cała ta czereda próżniaków stanowiąca służbę perską przywiązuje się szczerze do swych państwa, frengi czy Persów; trudno też zachować o nich złe wspomnienie.