W głosie brzmi bezgraniczna, niewypowiedziana pogarda.

— Okropne jest, doprawdy, to dopuszczanie ciała konsularnego do oficjalnych dyplomatycznych przyjęć. Powinno się tych ludzi trzymać z daleka. Czyż oni są z naszego towarzystwa?

Łzy wytryskują jej strumieniem z oczu. W głębi duszy jakkolwiek zwykle biorę w życiu stronę pokrzywdzonych i współczuję wszelkim cierpieniom, szczerze mnie cieszy w tym wypadku zwycięstwo mej przyjaciółki numer pierwszy.

Choć zarażona ogólną próżnością kółka, jest sprytna, inteligentna, dowcipna, ma dość szerokie poglądy i naturę dużo szlachetniejszą od numeru drugiego, obdarzonego umysłem ciasnym i sercem oschłym. Sądzę, że łzy, które wylewa przez okrutnego Sadrach-azama, są może jednymi z pierwszych, jakie troski życiowe przywołały jej do oczu.

Ofiara losu i niezbadanych tajemnic protokołu idzie płakać dalej.

— Ale to tak się nie skończy! — dodaje rozgorączkowana, żegnając się z nami. — Mąż mój zaniesie skargę do ministerium; ta kwestia musi być rozstrzygnięta, bo dłużej na takie obelgi narażeni być nie chcemy. Przyjdziecie do nas dziś na obiad, dobrze? Wy tylko i najbliżsi przyjaciele z naszej legacji. Odczytamy razem podanie męża do ministerium; wyślemy je pojutrze przez walisę. Tant pis302, jeśli się ministrowi nie podoba!

Ministerium, zainterpelowane w kwestii tak niesłychanej wagi, daje po czterech miesiącach odpowiedź godną Pytii303 greckiej. Nikt tych zawikłanych okresów304 i konsyderacji305 wszelkiego rodzaju zrozumieć nie może. Obiedwie strony tłumaczą je na swoją korzyść, obiedwie tryumfują i obnoszą po kolonii to arcydzieło oficjalnej mądrości, napawając błogością wszystkie złośliwe dusze, urozmaicając monotonię jour fixów i... wyczekując niecierpliwie przyszłego obiadu u Sadrach-azama.

— Bo rozumie się, my teraz będziemy pierwsi. Jasne to jest z odpowiedzi ministra.

— Nie wątpi chyba pani, że nas przed nimi posadzą. Inaczej odpowiedzi ministra zrozumieć nie można.

Oto obiady u wielkiego wezyra i ich skutki.