Rękoma trzepnął i do staruszki się zwrócił.
— A wie panna Aneta, co on nam przywiózł z Kowna? Ho, ho! Powiedziałbym, ale panna Aneta, jak to wiadomo, niewiasta, gotowa zemdleć.
— Uchowaj Boże, co złego? — zawołała przerażona.
— Ot, i jest strach! Ho, ho! A mnie, jakem posłyszał, to aż coś rwało do tańca. Drewienko skakać chciało. Będzie wesele, panno Aneto, ma się rozumieć. Ho. ho!
— Markowe? — spytała promieniejąc.
— A czemuż nie moje? — obraził się stary, wąsy kręcąc.
— Jegomościne nic pilnego. Toś ty z Kowna, Marku?
— Z Kowna i z Wilna. Przywiozłem ciotce nasion ogrodowych, a Jazwigło z rodziną wasze ręce całują.
— A Kazio nic? — wtrącił Ragis.
— Jaki Kazio? — przerwała, składając ręce.