— Dziękuję!
— Nie ma za co! Długo tu zabawisz?
— Nie wiem!
— No, w każdym razie przyjdź do mnie, do hotelu! Mam coś na kształt interesu!
— W takim razie będę cię oczekiwał w swoim hotelu!
— Możesz oczekiwać, a potem każ się wypchać i na zielono pomalować. Bądź zdrów, ozdobo Czertwanów!
Zakręcił się na obcasie i gwiżdżąc odszedł do dorożki. Obcy tymczasem słuchał cierpliwie niezrozumiałej rozmowy i nagle spytał:
— Co ten młody człowiek powiedział na końcu?
— Nic ciekawego! — odparł chmurno Marek.
— On powiedział „Czertwan”. Kto tu Czertwan? Pan zna Czertwana? — rzucił się przybyły niespokojnie.