— Dlaczego nie mam znać?
— No, to prowadź mnie pan do Czertwana! Już mnie Jazwigły nie trzeba. Czy to daleko trzeba jechać? Niech pan prowadzi. Zapłacę z ochotą. Wie pan: Czertwan, Poświcie...
— A czegóż pan chce od Czertwana? — zagadnął Marek, drżąc cały.
— To już ja jemu samemu powiem, panie — odparł, chłodniejąc znacznie obcy.
— Czy pan Orwid? — rzucił głucho Marek.
Nieznajomy cofnął się o krok.
— Pan wie o Orwidach? — zagadnął żywo.
— Od dwudziestu lat czekamy na nich! Czy to pan, syn Kazimierza?
— A pan sam Czertwan, legendowy Czertwan? Co za spotkanie! Otrzymał pan nasz list?
— Czytałem list, pisany do pana Jazwigły.