— A ty, Marku?
Olbrzym snadź13 się już namyślił, bo odparł natychmiast:
— Dajcie mi, ojcze, nieboszczki matki zagrodę w Saudwilach i Dewajtę.
— Na swój chleb chcesz iść i żenić się pewnie także? — spytał ojciec posępnie.
— Już mi czas! — odrzekł krótko syn.
Stary sposępniał, skrzywił się, jakby go coć14 zabolało i chwilę czekał, czy się kto jeszcze nie ozwie15.
— A ty? — zagadnął, do żony się zwracając.
Zaszlochała okropnie.
— Mnie nic nie trzeba, gdy ciebie nie stanie. Kąt w Skomontach do śmierci przy Witoldzie! Co wdowie miłe? Jeden grób!
Znowu pomilczał trochę i znowu westchnął.