— Daruj, mój drogi, alem tak wzruszona i zajęta! Panie Czertwan, ja bym chciała ugościć tych ludzi!
— Wiedziałem o tym! Mają przygotowane jadło i napój! Niech pani pomyśli o sobie i wypoczynku.
— Och, dziękuję panu, że pan się tam znalazł na wstępie. Myślałam, że się rozpłaczę z żalu, żem obca, i z wzruszenia na ten widok! Och, jakżem szczęśliwa i wdzięczna panu!
— Za cóż mnie? Spełniłem swój obowiązek!
— Powietrze Europy dziwnie na ciebie działa, Iry! — zauważył Marwitz, rozbierając się powoli z płaszcza i oddając go w ręce Filemona. — Tam, u nas, byłaś zawsze silna, zdrowa i spokojna! O! Jakież oryginalne meble!
— A prawda! Proszę mi mój dom pokazać, panie Czertwan.
— Panoczku — ozwał się Filemon tonem, który miał być konfidencjonalny96, a brzmiał, jak hukanie w puszczy — tyleczko przyjechał po pana parobek z Jurgiszek. Stara pani chora, panienka bardzo prosi pana!
Marek zaniepokoił się widocznie. Stanął, pomyślał chwilę i zwrócił się do swej młodej pryncypałki:
— Muszę odjechać na godzin parę. Pani raczy darować. Chory mnie potrzebuje.
Spojrzała badawczo, z niezadowoleniem...