— Panie Czertwan — zagadnął — czy ogrodnik mnie zrozumie?

— Nie, on nawet po polsku mało co umie. Czego pan potrzebuje?

— Widziałem rzekę i wnioskuję, że rybna. Chciałbym dostać przynęty do wędki. Jest to najmilsze spędzenie czasu! Hazard i obserwacja! Wędkę przywiozłem z domu. Już się śmiejesz, Iry? Ty zawsze moje gusty traktujesz z humorystycznej strony.

— Myśl wędki z Ameryki, to istotnie niezwykły hazard i obserwacja! Przecież byłoby gorzej, żebym płakała nad twoimi gustami!

Marek zawołał służącego i polecił mu amatora rybołówstwa. Panna Orwidówna szczerze była ubawiona tym epizodem. Olbrzym ani mruknął.

— Czy pan się nigdy nie śmieje? — spytała.

Pochylił się nad planem jakimś...

— Nigdy... — zamruczał niewyraźnie.

— Pan nieżonaty?

— Nie, pani!