— Przyrodnia, nie swoja. Oni osobno, ja osobno.
— To panu bardzo pusto i nudno na świecie.
— Jak każdemu! Jest smutek, jest pociecha. Czy pani przejrzała ten folwark Giłus? Owczarnia tam stoi i tysiąc owiec angielskich.
Zatopili się znowu w pracy. Słuchała go uważnie, serio, robiła notatki, pytała o mnóstwo szczegółów. Po paru godzinach policzki jej pobladły, oczy świeciły gorączkowo. Zmęczyła się, nie odpoczęła jeszcze zupełnie po drodze, ale pomimo to pracowała dalej. Parę razy tylko skrzywiła się i dotknęła skroni. Bolała ją głowa z natężenia i chaosu cyfr.
Dziwna rzecz: on tylko księgami był zajęty, a jednak spostrzegł i zrozumiał ten ruch. Zawahał się i wreszcie przerwał swe sprawozdanie.
— Cóż dalej? — pytała — skończmy o tej gorzelni.
— Może jutro skończymy? Pani zmęczona.
— Mniejsza z tym. Muszę korzystać z pana grzeczności i czasu. Wypocznę potem!
— Już jutro skończymy! — powtórzył, wstając.
— I owszem, kiedy pana wola. Chodźmy odwiedzić rybaka.