Po świetnym jeźdźcu został tuman kurzu...
Psy, mocno zdziwione, obchodziły pana i zaglądały mu do rąk. Nie mogły zrozumieć: czemu po łowach na takiego grubego zwierza nie dostały ani skoków117, ani jelit? Ragis, dysząc z gniewu nie patrzał nawet na swych faworytów.
Spokój i cisza uciekły z zagrody. Pozostało nadzwyczaj przykre wrażenie; dołączyła się zewnętrzna przeszkoda.
Parobek Wojnata zajrzał przez płot i rzekł zalękłym głosem:
— Gospodarz prosi pana Marka.
— Nie ma! — odburknął Ragis.
— Oj, to co będzie? — zajęczał chłop. — On musić118 już prędko umrze!
— Wojnat? Cóż mu tam?
— Nie wiedzieć co! Położył się i bardzo grzecznie gada. Musić to już koniec, panie!
— Powiedz, że jak Czertwan wróci, to go przyślę.