Uchylił furtkę i ulotnił aię.
Tymczasem w izbie Ragis z Hanką żywą toczyli rozmowę.
— Czego ona chce?
— Ma interes do Marka!
— Co, i ona? Jeszcze jedna! Tego tylko brakowało! Cóż my z nią zrobimy?
— Trzeba ugościć! Poproszę ciotki!
— Pewnie! Aha, zaraz! Żeby nie Orwidówna, ale nawet twój nieboszczyk ojciec przyszedł, to ona od tych przeklętych pszczół nie odejdzie. Wygląda na dobrą i ładną, aż miło popatrzeć. Czego ona się tak śmieje? — przerwał zaglądając.
Powodem śmiechu był Igiełko. Skończywszy popis, wgramolił się do kapelusza Hanki i zasnął. Potem cukier widocznie sprawił mu pragnienie, więc z wielkim trudem wydostał się z tego nowego gniazda, odnalazł mleko w spodku i łapczywie pił.
Irenkę ubawiła ta scena, przechylała mu naczynie i gładziła, dziwiąc się po swojemu. Ragis na ten widok obraził się na „nieprzyzwoitego żarłoka”, podszedł więc, chcąc go zabrać.
Panna Orwidówna zatrzymała go proszącym wzrokiem. Spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się jednocześnie. Był to niemy początek wielkiej przyjaźni.