— Może pan Czertwan dziś nie wróci? — zauważyła Irenka.
— Musi wrócić — szepnęła Hanka. — Już za wczoraj posyłano po niego! Tyle interesów czeka!
— Doprawdy? A ja go chcę zabrać z sobą do Poświcia.
— Nie wiem, czy to się pani uda! Potrzebuję go dla rodzinnych spraw, bardzo naglących.
— Mój stryj wygląda go też niecierpliwie!
— Kazimierz pisał, wzywając gwałtownie do Kowna.
— Woda mu młyn porwała!
— Istotnie, roboty, jak na jednego, dosyć! — pokręciła głową Irenka.
Wtem psy podniosły głowę, nadstawiły uszu, zaczęły węszyć i ruszać się.
— Marek idzie! — oznajmił Rymko radośnie.