— Nasz rycerz! — rzekł Marek, ocierając troskliwie znak z prochu.

Zrozumiała. Wyciągnęła po niego rękę i długo się przyglądała w milczeniu.

— Potężny! — szepnęła, jakby do siebie.

Ragis podszedł i także radośnie uderzył w dłonie.

— Oho, jest Wejdawutas! No, to i chwała Bogu! Znowu my wszyscy!

— Co to Wejdawutas? — spytała Irenka.

Ragis oparł się na kiju i rad, że go ktoś obcy słucha, prawił:

— Bohater to był wielki, nasz pierwszy! Bohater, choć świtę139 nosił i krowy pasał u sługi królewskiego... A gdy smok kraj trwożył, z morza wyszedłszy, król posłał generała, ale Wejdawut go uprzedził i ubił smoka...

Chwałę wziął generał, a on milczał i po staremu krowy pasał...

I przyszedł gorszy smok, a on go też ubił, a generał tylko z nieżywego głowę ściął i sławę posiadał. A Wejdawutas milczał i sławy nie dochodził, bo mu jeno o bój szło i ziemi dobro chciał zrobić...