A trzeci smok taki był straszny, że król obiecał córkę temu, co go pokona. I Wejdawutas znów poszedł samotrzeć140 i w milczeniu do zarania walczył, krwią spłynął i ubił potwora. Ale, jako zwykle, po nagrodę nie poszedł, tylko do krów wrócił i służył w cichości...
A generał znalazł nieżywego smoka, głowę mu ściął i na zamek wrócił...
Zgotowano gody, ale Wejdawutas nie pił, nie weselił się; kazano mu łaźnie palić. A gdy napalił, siadł rany swe obwiązywać, co mu krwią ciekły, i tak go zeszła królewna...
Pyta się: „kto cię pokaleczył?”, a on milczy; „ktoś ty?”, a on milczy, tylko wpatrzył się w nią i oniemiał z zachwytu...
Doniosła tedy ojcu. Wzięto go na spytki, a on milczy; więc ona znowu jęła go prosić i wyznał...
Tedy poszła wieść, generałowie się zapierali, chcieli go zgubić...
A on wtedy powstał i rzekł: „A gdzie zęby smocze z tych głów, coście królowi przynieśli?” Nie było zębów, bo on je pierwej wydarł, schował...
Przyniesiono więc zęby i urósł Wejdawut jak orzeł i jak dąb, nad lud cały. I dał mu król córkę za żonę i uczynił synem i wodzem, a generałów potracił!...
Umilkł Ragis. Irenka słuchała go, mocno zajęta. Zrozumiała wszystko... Język ojczysty co dzień jej się stawał jaśniejszym.
Podczas opowieści podniosła oczy na Marka, iskrzyły się jej zapałem. Tryumfowała z czegoś, co on zrozumiał widocznie, bo gdy Ragis skończył, poruszył się żywo, poczerwieniał i rzekł: