— Może zła myśl, bo i to sen bierze z oczu. Zmów pacierz — dodał — do cudownej Panienki. Zaraz ci Ona sen zeszle163.

Stary strwożony, a ufny w tę wielką pomoc, począł odmawiać półgłosem:

Swejka Marya, Miłystos piłna, Wieszpatis su tawini164.

Pagyrtas tu tarp meteriu, ir pagyrtas wassias źiwota tawo, Jezus165 — wtórował mu gorącym, błagalnym szeptem głos Marka.

Po „Amen” stary, pewny dobrego skutku, owinął się burką i zachrapał.

Długo jeszcze cichym szmerem, z akcentem głębokiego smutku i prośby, brzmiało od posłania Marka kilka razy.

Melskis už mus grieszus dabar ir in wałandoju smerties musu. Amen.166

O świcie Ragis wstał i chciał wyjść nieznacznie, by nie budzić śpiącego, ale posłanie było już puste. Wyjrzał na podwórze.

Na świeżo ociosanej belce Marek siedział zgarbiony i tak, jak go stary nauczył, ćmił fajkę, zapatrzony w kłąb dymu; chłodna rosa błyszczała na jego odzieży.

— Już tutaj? Po coś się zerwał tak rano? — zawołał niezadowolony.