— Należy mi się te paręset rubli. Oddałam wszystko dzieciom! — zaczęła już innym tonem.
— Doskonale rozumiem! Dacie mi kartkę na owe 5.000 rubli, i metrykę Hanki dla paszportu. Jutro u plebana będę z pieniędzmi za Żwirble. Pierwszą ratę za Budrajcie mogę zaraz płacić.
Otworzył pugilares i na stole położył pięć tęczowych biletów. Ten rozumiał interes, znał ludzi.
Wpół godziny, gdy odjeżdżał, miał, co chciał, w kieszeni. Ruszył prosto na plebanię, zamieniwszy z ciotką parę słów zaledwie.
Obie panienki siedziały u wrót i wyglądały go dawno.
— Zwyciężył pan pewnie! Poszłam z Hanką o zakład. Czy wygrałam? — powitała go siostra Olechny.
— Zrobiłem, co mogłem. Kapitał Hanki przyjąłem na siebie! Czy potrzebujesz całości?
— Ej nie! Paręset rubli na podróż! Resztę zostaw u siebie! O jakżem szczęśliwa!
— Pan i paszport ułatwi, i odprowadzi nas do granicy! Nieprawdaż?
— I owszem! Zrobię wszystko do końca!