— Niespodzianie przybyłeś? — rzekł po przywitaniu do Czertwana. — Ja się dawno wybierałem do Poświcia ciebie odwiedzić, czasu nie było.
Stali naprzeciw siebie. Jeden spokojny, chłodny, nieubłagany, z góry patrzał na drugiego, ten zaś zalękły skubał róg surduta, przestępował z nogi na nogę, chrząkał i ledwie miał siłę mówić.
— Masz interes do mnie? — wyrzekł Marek.
— Mam prośbę.
— No, to mów.
— Czy ty nie masz nic przeciw temu, żem przystał do Wojnatów?
— Przystałeś? Jak? Za parobka?
Gral poczerwieniał zadraśnięty.
— Mam, Bogu dzięki, dosyć chleba u siebie.
— No, to na co im służysz? Z łaski?