Szlachcic wyciągnął palce ze stawów, spuścił oczy i jąkając się, rzekł:

— Wojnat... o... o... obiecał mi... Martę!

— Ha, to racja do wysługi. I ona ci obiecała?

— Ona się ciebie boi — szepnął Łukasz.

— Boi? A mnie na co jej lęk? To brednie! Nie boi się ona, ale ty jesteś uczciwy, żeś przyszedł. Wczoraj myślałem, żeś złodziej.

— Słyszałeś? — zaczerwienił się chłopak.

Marek głową kiwnął.

— Ja ją tak strasznie umiłowałem! — skarżył się smutny młodzieniec. — Ale żebyś co rzekł, tobym sobie poszedł za góry i rzeki! Od wyrostka to kochanie w sercu noszę!

Czertwan milczał. Może i on równie dawno i równie głęboko kochał, ale słów nie umiał składać ani się poskarżyć.

Przesunął rękę po oczach i zagryzł usta.