Zawracał i po chwili siedział już naprzeciw ociemniałej, wsłuchany w motyw melodii, powtarzając w duchu:
„Osądź mnie, Boże, i rozeznaj sprawę moją!”
Ogień się palił, brzmiała muzyka, a z mroku od klawikordu patrzyły nań smętne oczy bladego dziecka, błagające, a harde zarazem...
On ich nie widział, nie uważał, ale ludzie zaczęli szeptać i Ragis pewnego wieczoru zjawił się w Poświciu. Było to przed samą kolędą.
— Mój synku, to się nie godzi! — zawołał z progu. — Wyrzekłeś się nas? Co? Ho, ho, ho! To brzydko! Tego ciebie na chrzcie nie nauczyłem!
— Nie mam czasu — odparł Marek po serdecznym przywitaniu.
— Nie kłam, bo ci z tym nie do twarzy! Ma się rozumieć, udaje się kłamać, ale nie przed czarownikiem! Ejże! Ot, ja ci powiem, czemu nie przyjeżdżasz do Saudwilów! Wstyd ci przede mną!
— Przed wami? Za co?
— Boś mi coś ukradł!
— Ja?