— Aha! To się wie! A ja przyjechałem odebrać.
— Wiele mam cudzego, ale waszego, Rymku, nic!
— Masz! Ukradłeś mi lubczyk, co się suszył na kominie! — zawołał stary, grożąc palcem. — Co? Może nie?
Młody potrząsnął głową.
— Jeżelim55 go miał, to i swój zostawiłem w Saudwilach. Na co mi on teraz?
— Aha! Doprawdy? To czasu nie masz odwiedzić nas starych, w Jurgiszkach siedzieć, to czas jest? Ho, ho, ho!
— Przecież lubczykiem pani Janiszewskiej nie traktuję!...
Ragis oczy zmrużył i ręce załamał.
— Oh, oh, oh! Toż to ludzie z tej strony zębów dostają? Patrzajcie no go! Panią Janiszewską głowę mi zawraca! A toż ci się zdaje! Albo to panna Aneta nie umie położyć kabały? Wczoraj mi powiedziała: Markowi gody się gotują przez czyjąś śmierć, a na sercu mu szatynka! Aha! Teraz się czerwienisz! Dopieroś56 poczuł, a jak cały świat paple, toś głuchy i ślepy? Myślisz, żeś kuropatwa, co dla bezpieczeństwa głowę chowa!
Marek istotnie zarumienił się lekko i chwilę milczał, namyślając się. Potem obojętnie ramionami ruszył.