Nagle z wysady parobczak konny wyskoczył na drogę, spojrzał i zatrzymał go zdyszanym głosem:

— Stara pani prosi na minutkę.

Zawrócił, nie mówiąc słowa.

Babka z wnuczką były, jak zwykle, same u stołu nakrytego sianem.

Powitały go przeproszeniem.

— Pan zajęty, śpieszy do swoich. Chciałyśmy z panem opłatkiem się podzielić.

Ucałował ręce staruszki — błogosławiła go. Przed wnuczką głęboko się ukłonił.

— Rodzina niewielka i jeden przyjaciel, pan — rzekła pani Janiszewska — dlatego byłyśmy natrętne. Pan wieczerza w Poświciu?

— Jeśli pani pozwoli, tutaj — odparł po swojemu, krótko.

I został. Zapomniał o Ragisie i szczupaku, i plotkach ludzkich. Pod chropowatą powierzchnią dźwięczało w jego duszy szczere złoto. Około północy, gdy siedział milczący i słuchał kolędy śpiewanej przez Jadwisię, nagle służąca ukazała się w progu.