— Przyjechał po pana ciwun59 z Poświcia — oznajmiła.

Pożegnał się i wyszedł. Wójt dworski istotnie czekał go w sieni.

— Co się stało?

— Ja nie wiem, panie! Ktoś przyjechał pocztą i na gwałt kazano po pana jechać!

„Orwid” — zamajaczało, jak gwiazda zbawienna, w głowie Czertwana. Nie pamiętał, by mu kiedy tak biło serce.

Wziął ciwuna na sanie i, cudo, rozmawiał!...

— Widziałeś tego pana?

— A jużci! Cały dwór widział. Młody, cienińki, maleńki, z bródką! Musić to kupiec ruski. Jakościś ubrany, niby w spódnieczce, po rusku mówił z panem Sawgardem.

„Orwid!” — brzmiało coraz radośniej w duszy Marka. Popędzał konie, leciał, jak do kochanki!

Wjeżdżając na dziedziniec, spojrzał w okna pałacowe. Były ciemne, jego tylko mieszkanie stało oświetlone: