— Proszę pana kaprala! Nieszczęście! — wyjęczał.

— Raportować krótko i wyraźnie! — zawołał gromko Ragis, wstając.

— Jakiścić cudzy koń stoi między naszymi. Może złodzieje podrzucili, a może, uchowaj Chryste, złe się pokazało! — wybełkotał parobek.

— Jesteś gęś! — wrzasnął mu nad uchem ekskapral, nie mogąc śmiechu utrzymać, tak głośno, że chłopak otworzył oczy, spojrzał i zawstydzony uciekł czym prędzej.

— Pocziwy Grenis! — uśmiechnęła się panna Aneta.

— Co to poczciwy? — oburzył się kaleka. — Proszę powiedzieć: głupi! Ale kto tam przekona pannę Anetę? Ot, co znaczy opuścić swoich! Za złodzieja cię biorą albo złego ducha. Dobrze ci tak!

— Wczoraj nie mogłem być — odezwał się nareszcie Marek.

— Dlaczego?

— Bo Kazimierz przyjechał...

Starzy oniemieli z podziwu i radości. Po chwili dopiero zaczęły się wykrzykniki: