Sam jeden — plama barwy i subtelnego wdzięku — wznosił się smukły kwiat o fantastycznej formie.

— Kwiat pewien, zwany trepkiem królewny. Nie większy od lilii polnej! — powiedział Żuraw i zaraz padł na ziemię, by całą rośliny zdobyć do swego zielnika.

— Szkoda! — rzekł Rosomak. — Tak cudnie wykwitł wśród chwastów, sam jeden, jak piękna dusza wśród ordynarnego tłumu. Wykopać go i z wielką bryłą przenieść do ogródka!

— Racja! Zrobię to jutro.

Rozkoszowali się widokiem długą chwilę, aż Pantera, szpiegujący wzrokiem gałęzie drzew, rzekł do Cota:

— Widzisz tę brzozę przy haliźnie, ze zgrubieniem przy konarze, na lewo?

— Widzę! — odparł ten po chwili szukania.

— A widzisz takie czarne dutki139, co z tego zgrubienia na wszystkie strony wychodzą?

— Widzę.

— A wiesz, co to jest?