— Mech.
— Z wierzchu, a wewnątrz?
— Wewnątrz? Pewnie narośl na drzewie.
— Wewnątrz z siedem ptaszków. A to czarne, co na zewnątrz wychodzi, to ich ogony.
— Nie może być! Pójdę i obejrzę.
— Idź ostrożnie, bo tam grząsko. To mieszkanie jeszcze jednej sikory. Raniuszek, cały ptak mały jak orzech, tylko ogon taki wspaniały. Jakim cudem tyle się tego zmieści w tej mchowej chałupce? Bo bywa czasem dziewięć sztuk... Ale na ogony trzeba ściany dziurawić.
— Wuj ma takie gniazdo?
— Mam! Zresztą tego ruszyć nie można, bo zamieszkałe.
Gdy Coto dotknął brzozy, by się na nią wdrapać, poruszył się mchowy domek.
Z otworu, misternie okrytego, z boku zaczęły wyfruwać białe kulki puchu. Nadlecieli rodzice, powstał zgiełk i pisk.