Wrócili do chaty.
— Gad trąbi — będzie słota — oznajmił Pantera, trącając Cota i oczami pokazując towarzyszy.
Żuraw w jakieś specjalne waty i bibuły spowijał różowy kwiat, Rosomak wydmuchiwał jajka. Żaden się nie odezwał.
— A na jadalnym stole tylko chleb i sól.
— Gdzie nasza wieczerza?
— Niedziela, nic się nie gotuje — mruknął Żuraw, a Rosomak przerwał dmuchanie i spytał:
— Zabiłeś gada?
— Zabiłem i chcę kartofli suto omaszczonych i gęstych. Mam dosyć płynów!
Nie otrzymawszy odpowiedzi, przyniósł ze spiżarni ziemniaki i zaczęli je z Cotem obierać.
— W słotę co robić? Nuda! — rzekł chłopak. — Miałem jutro uczyć się pływać, rysować mapę, pilnować, co mieszka w dębie! A tu siedź w izbie!