— Pantera tego właśnie chciał.

— A gdzie tamci?

— Popłynęli sprawdzić wysokość wody. Ot, wracają! Przynieś no wody z krynicy!

Wrócili i wnet się zabrali do porządkowania jakiegoś cudacznego kosza, który Rosomak zniósł ze strychu.

— Podobne do muchołówki, takiej szklanej — zauważył Coto.

— Twój wujek to majster od połowów. Zobaczysz, jaka to sztuka.

— To weźmiecie mnie z sobą?

— Popróbujemy, czy przynosisz szczęście. Rybactwo to jak gra w karty, ślepa rzecz. Bywa kompan szczęśliwy, bywa i zło-oczny. Popróbujemy, jakiś ty!

— Umiem już kosz nastawić i pływać ma mnie wuj nauczyć, i racze pieczary znam nad jeziorem, i wiem, jak się każda ryba zwie.

— Nawet i taka, co piszczy? — uśmiechnął się Odrowąż. — I pewnie kiełbie umiesz łapać?